Moje przemyślenia
Z uwagi na fakt, że od dłuższego czasu obserwuję spadek aktywności szeroko pojętej blogosfery (przede wszystkim jednak w zakresie blogów typu PBC, ale to może z uwagi na fakt, że od paru lat przesiaduję głównie tam) chciałabym w tym miejscu przypomnieć kilka zasad savoir vivre, z których przynajmniej część obowiązuje nas także w codziennym życiu. Pozwolę sobie również zwrócić uwagę na parę czynników, które moim zdaniem sprawiają, że ww. problem pogłębia się coraz bardziej.
-
Internetowe fora grupowe przypisane do blogów, w których tworzeniu wszyscy uczestniczymy są miejscem dostępnym dla szerszego grona osób niż tzw. kółka wzajemnej adoracji. Co za tym idzie opinie ludzi tworzących tą społeczność są widoczne także dla osób, których one dotyczą nawet, jeżeli w danej chwili nie są one dostępne (zawsze przecież mogą prześledzić historię danego komunikatora). Może więc zamiast obgadywać się nawzajem za plecami (często nawet nie z loginu, ale w taki sposób, że mimo wszystko i tak łatwo domyślić się o kogo dokładnie chodzi) wypadałoby najpierw zwrócić się do danej osoby w celu spokojnego i przede wszystkim kulturalnego przedyskutowania danego problemu (i tu ważne - nie należy oczekiwać natychmiastowej reakcji, bo nikt z nas nie ma obowiązku siedzenia przed ekranem przez cały dzień). Prawo do obrony stanowi przecież jedno z podstawowych praw ludzkich, a ponadto trudno jest zmodyfikować swoje zachowanie w przypadku, gdy nie wie się, że jest ono dla kogoś irytujące. Warto także, o ile jest to możliwe, poprzeć swoje zażalenia argumentami dla łatwiejszego zrozumienia istoty danego konfliktu.
-
Kolejnym problemem zdaje się być tak zwana olewcza postawa stosowana przez część autorów względem osób niewchodzącym w skład ww. kółek. Należy pamiętać, że żadne z nas na początku swojej tutejszej działalności nie miało nawiązanych jakichkolwiek relacji ze starszymi członkami tej społeczności, więc potrzebowało reakcji starszych, a być może i lekkiej pomocy, by dopiero zacząć się w niej odnajdywać. Pomijam już fakt, że i tzw. ,,dinozaury” też są wyłącznie ludźmi, toteż nie mają obowiązku pamiętać wszystkich autorów, którzy kiedyś stwierdzili, że nie podoba im się ich styl pisania, czy inna kwestia. Kulturalne zwrócenie uwagi na taki stan rzeczy stanowi na pewno o wiele przyjemniejsze rozwiązanie niż pozostawianie współautora bez najmniejszego komentarza (osobiście np. należę do tego grona ludzi, którzy później długo zastanawiają się, czy moja wiadomość z jakiegoś powodu nie dotarła – np. zawiódł sprzęt albo przeglądarka, czy po prostu dany autor nie miał czasu na udzielenie mi choćby parowyrazowej odpowiedzi, czy też może coś jeszcze).
-
Następną kwestię, którą chcę tu obecnie omówić stanowi rozpowszechnianie w szeroko pojętej przestrzeni internetowej kłamstw dotyczących autorów, z którymi albo toczyliśmy kiedyś wojnę albo robimy to w tej chwili. Doprowadza to jedynie do tego, że oczerniona osoba ma później większy problem ze znalezieniem miejsca do tworzenia nowych wątków oraz relacji z innymi osobami, choć w rzeczywistości jej jedyną winą jest ściągnięcie na siebie zemsty innego człowieka.
-
Ostatnim punktem krytycznym wydaje mi się natomiast fakt specjalnego otwierania nowych blogów, które swoimi ogólnymi zasadami działania są niezwykle zbliżone do już istniejących, a głównym (jeżeli nie jedynym) motywem ich tworzenia jest próba wyeliminowania osób, z którymi popadliśmy w konflikt. Jeśli już jednak koniecznie chcemy zachować się w ten sposób, należy pamiętać o wcześniejszym upewnieniu się, czy administrator oryginalnej strony wyraża zgodę na stworzenia niemal lustrzanego odbicia swojej pracy (pod słowem ,,niemal” rozumiem np. wyłączną zmianę kilku mało istotnych szczegółów). Jeśli nic takiego nie miało miejsca takie zachowanie należy bowiem uznać za plagiat. Przy okazji tego punktu wracamy także do ogólnych zasad dobrego wychowania, ponieważ wydaje mi się, że blog otwarty dla każdego czytelnika nie powinien zakładać, że nie dopuszcza się do uczestnictwa w jego tworzeniu autora z własnej czarnej listy (np. poprzez permanentne kasowanie jego prośby o zaproszenie). Blogi grupowe mają przecież to do siebie, że pisze na nich wielu różnych autorów, więc taka osoba zawsze może znaleźć tam kogoś do wspólnej zabawy z pominięciem tych, które z jakiegoś powodu wolą nie nawiązywać z nią następnego kontaktu (owszem, trzeba uprzednio dać jej znać o tego typu sytuacji, a nie oczekiwać, że wysnuje takowy wniosek bez uprzedniego dostarczenia odpowiednich danych). Pomijam już fakt, że możliwym jest utworzenie bloga prywatnego lub z niestandardowymi czytelnikami.